Rozdział II


***


***
Kawiarnia znajdowała się na rogu ulicy Centre. Usiedli blisko drzwi i zamówili po kawie. Mężczyzna spuścił głowę i mocniej naciągnął kapelusz na głowę. Julia nadal była oszołomiona zapachem jego perfum. Po tym jak jej chłopak ją rzucił już nigdy nie poczuła zapachu mężczyzny. Nie rozmawiali ze sobą odkąd weszli do kawiarni. W końcu nieznajomy odezwał się, lecz innym odrobinę ochrypłym głosem:
- Opowiesz mi swoją historię? - spytał zerkając na Julię spod kapelusza.
- Nie wiem czy mogę ci zaufać. Dziwi mnie fakt, że w ogóle tu siedzę. 
- Proszę.... - nalegał.
- No dobra. - westchnęła - Ale ostrzegam, że będzie nudno.
Uśmiechnął się. Julia była nim całkowicie oczarowana. Ten łagodny uśmiech i ta troska w oczach, rozbrajał ją kompletnie.
- Mama i tata nigdy się mną nie interesowali. Chcieli tylko abym nie robiła z siebie pośmiewiska. W szkole miałam chłopaka i przyjaciółkę. Chłopak mnie rzucił, a przyjaciółka wyjechała do Meksyku. W szkole miałam problemy z dziewczyną, która chciała mnie zniszczyć. Dostałam się na studia, wyjechałam od rodziców i jestem szukam pracy jako menadżerką gwiazd. Pochodzę z Polski. Kiedyś byłam zadurzona w młodym aktorze, ale to przeszłość. To wszystko. - była w szoku jak łatwo jej to przyszło i jakiej ulgi doznała po tym zwierzeniu.
- Tak jak myślałem. Miałaś ciężkie życie. Dlaczego płakałaś? - wziął łyka kawy.
- Zadaje pan za dużo pytań.
- Może łatwiej ci będzie rozmawiać, jak będziemy na ty. Ale na razie zostawię to na później. Ponawiam pytanie.
Widać było, że jest zestresowany. Rozglądał się co chwile i jeszcze bardziej pochylał głowę. Głos modulował na różne sposoby. Zachowywał się tak jakby był ciąglee obserwowany.
- Przypomniałam sobie najgorsze chwile w moim życiu. - zerknęła na niego nieśmiale.
- Masz mieszkanie tu w Nowym Yorku? - spytał szybko zmieniając temat.
- Niestety nie. Moja rezerwacja w hotelu z nie wyjaśnionych powodów wygasła.
- Jeżeli się nie boisz dam ci pokój w moim mieszkaniu za darmo. Do momentu, aż nie znajdziesz sobie jakiegoś lokum.
- Po doświadczeniach życiowych nie boję się niczego, więc się zgodzę.
- W takim razie choć za mną.
Zostawił na stoliku 20$ i wyszedł razem z Julią na ulicę. Złapał pierwszą taksówkę i podał nazwę ulicy. W pewnym momencie Julia zdała sobie sprawę, że wcale nie zna tego człowieka i może się on okazać kłamcą.
- "Jestem idiotką, że mu zaufałam. Naiwną idiotką." - pomyślała.
Kazała kierowcy się zatrzymać i wybiegła z samochodu.
- Czekaj!!! - krzyknął nieznajomy, ale było za późno. 
Julii już nie było.

***

Biegła przez dłuższy czas. Z trudem łapała oddech. Kiedy spojrzała za siebie zobaczyła tylko tłum ludzi. Wiedziała, że jednak to był błąd. Skoro jej nie gonił może nie miał złych zamiarów. A co jeśli miał? Nie wiedziała co robić. Poszła więc prosto ulicą, której nie znała. Znalazła 24 godzinny pub i bez zastanowienia weszła. Zamówiła drinka. Jednego, później drugiego. Przy trzecim urwał jej się film....
Śniła o nieznajomym mężczyźnie. O jego głębokich oczach, wspaniałych tatuażach na jego rękach. Aż nagle zbudził ją z romantycznego snu barman.
- Przepraszam, ale jest już 6 rano. Wszystko dobrze?
Dziwiła ją życzliwość Amerykanów. Jednocześnie była zła na siebie, że wcześniej nie przyjechała do Nowego Yorku. Może jej los potoczyłby się wtedy inaczej?
- Tak wszystko dobrze. Dziękuję za pobudkę. - uśmiechnęła się do barmana, a on odwzajemnił jej uśmiech. - Wie pan może gdzie mogłabym znaleźć jakiś hotel?
- Niech pani przejdzie po wyjściu z baru w lewo, dalej prosto, w prawo i za rogiem znajdzie pani mały, ale przytulny hotel.
- Dziękuję - odpowiedziała.
Wyszła z baru na świeże powietrze. Wzięła głęboki oddech i popatrzyła na ulicę. Samochody toczyły się wolno po ulicy. Jej myśli zajmował tylko przystojny facet z wczorajszego dnia. Zastanawiało ją kim mógł być. Poszła drogą wskazaną przez barmana z pubu. Zdziwiła się, ponieważ bardzo szybko  trafiła do hotelu. Weszła przez piękne, złote obrotowe drzwi do środka. Skromny. Taaaa.... bardzo. Pełny przepych ozdobne fotele, czerwone róże na stolikach, sprzątaczki jak z lat 20. Wszystko w starym stylu. Podeszła do osoby odpowiadającej za informacje i spytała o wolne pokoje. Znalazł się akurat jeden wolny pokój jedno osobowy. Zapłaciła, dostała kluczyk i poszła do windy. Jej pokój znajdował się na ostatnim piętrze. Po wejściu do windy poczuła znajomy zapach.
- "To chyba żart"- pomyślała Julia.
Lecz w windzie nie było nikogo oprócz niej.
- "Mam przewidzenia i chyba kaca po tych drinkach. Z czym one były? A no tak z rumem."
Dostała się na ostatnie piętro. Stał tam on ten sam mężczyzna z jakimś jeszcze innym facetem. Schowała się za jedną z kolumn.
- .... nie może. Nie, nie i jeszcze raz nie. Rozumiem pewne rzeczy, ale jak to straciłeś mój kontrakt. - powiedział nieznajomy.
- No normalnie stary, nie denerwuj się....
Dalszej rozmowy już nie usłyszała, bo zagadnęła ją jedna z hotelarek:
- Potrzebuje czegoś pani? - spytała ze zmarszczonymi brwiami.
- Nie dziękuję, nie mogłam trafić do swojego pokoju hotelowego, ale już wiem gdzie jest.
Kiedy się odwróciła nieznajomego już nie było.
- Wie może pani kim byli ci dwaj mężczyźni?
Kobieta pokręciła głową i odeszła. Julia westchnęła z rezygnacją i poszła do swojego pokoju. Miał numer 503. Otworzyła kartą drzwi i zaniemówiła. To nie był pokój, to był apartament. Widok z niego był nieziemski.


Nie dziw, że cena była taka piękna. Rozłożyła się na kanapie i wyjęła telefon. Przejrzała wiadomości. Nic ciekawego, jak zwykle. Otworzyła torbę i zaczęła ją przeglądać. Nagle natknęła się na kartkę z numerem telefonu. Postanowiła zadzwonić. Nikt nie odbierał. Głucha cisza. No cóż... Odłożyła plecak rozpakowała go, wyjmując wszystkie ubrania i kosmetyki, które przywiozła. Otworzyła laptopa wyszukała  google: "Creative Talent Agency". Znalazła adres i postanowiła pójść jutro, aby znaleźć kogoś kogo mogłaby zostać menadżerem.

***

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozdział III

Rozdział IV

This is the end......