Rozdział IV

 ***

 ***

Zauważył Julię i podszedł do niej. Na jego twarzy malował się tryumfujący uśmiech. Spojrzał na nią z nie krytą satysfakcją.
- Jak ci się podoba moja praca? - spytał. - Nie mów, że mnie nie poznałaś.
- Wyobraź sobie, że dopiero mnie olśniło.
- Julio dostaniesz tę pracę nawet bez rozmowy wstępnej. - powiedział sącząc kawę z kubka.
- A jeśli odmówię?
- Wątpię żebyś to zrobiła.
- Masz rację. - westchnęła. - Skąd tak dobrze mnie znasz?
- Na razie to moja słodka tajemnica.
- Musisz mi powiedzieć. W przeciwnym razie nie będę mogła ci zaufać.
- Mogę później? To długa historia.
- No dobrze. Rozumiem, że masz pracę. Ale mam jeszcze jedno pytanie.
- Jakie?
- Co miał znaczyć ten pocałunek?
- Myślałem, że czujesz to samo co ja. - zasmucił się.
- Sama nie wiem, muszę to przemyśleć. Dasz mi czas?
- Oczywiście. Przyjadę wieczorem do twojego hotelu. Zgadzasz się?
- Tak. A mogę tu zostać do końca zdjęć?
- Pogadam z reżyserem, może się zgodzi.
Podszedł do jakiegoś dziwnego mężczyzny, pogadał z nim chwilę. Kiedy wrócił oświadczył, że może zostać na planie ile będzie chciała. Reżyser zaśmiał się i uśmiechnął do Julii. Została do końca zdjęć. Dziwiło ją jak Johnny oddawał się swojej pracy. Kiedy grał nikt i nic nie mogło go rozproszyć. To było niesamowite. W momencie zmienił się w Don Juana, a za chwilę był sobą. Po zakończonych zdjęciach wyszła z sali nie czekając na Johnnego ruszyła na obiad do pierwszej lepszej restauracji. Kelnerka podała jej menu. Lecz jej wzrok przykuł coś innego. Spojrzała na stół na którym leżał jakiś brukowiec. To nie było dziwne. Ale to, że ona i Johnny znajdowali się na wielkim zdjęciu na okładce gazety już tak. Dużymi literami było napisane: CZY MŁODY AKTOR ZNALAZŁ SOBIE NOWĄ KOCHANKĘ?. Przerażona zwinęła gazetę i schowała ją do torby. Zamówiła sałatkę grecką, a po zjedzeniu jej wyszła szybkim krokiem z budynku.

***

Zbliżała się dwudziesta, a Johnnego wciąż nie było. 
-"Może to przez ten artykuł w brukowcu." - pomyślała.
Zmartwiona usiadła przed komputerem i włączyła komputer. Odpaliła pierwszy lepszy serial i zaczęła go oglądać. Po godzinie zasnęła. Obudził ją czyjś głos:
- JULIO! Obudź się.
- Co się dzieje?
- Miałaś na mnie czekać. - odparł zdesperowany Johnny. - Zbierz rzeczy najszybciej jak potrafisz, jeśli nie chcesz, żeby paparazzi nas dopadli to musisz się pospieszyć.
- Gdzie mnie zabierasz?
- Myślisz, że jestem aż tak głupi, żeby cię zostawiać w hotelu. Jedziemy do mojego mieszkania na obrzeżach miasta.
Zebrała wszystkie rzeczy, wrzucając je do plecaka. Wyszła z nim na korytarz. Wziął jej rzeczy i poszedł do windy. Kiedy zjechali na dół. Poszła za nim na parking i zajęła miejsce obok kierowcy w jego samochodzie. Pachniało tam męskimi perfumami. Przede wszystkim pachniało nim. Wsiadł do samochodu i odpalił silnik. Ruszyli piękną ulicą Nowego Yorku.
- Mamy mały problem, bo paparazzi nas nakryło. Nie przejmuj się, za jakiś czas darują sobie.
- Okej. Powiedzmy, że ci uwierzę. Miałeś mi powiedzieć skąd tak dobrze mnie znasz.
- Wysłałaś mi list parę lat temu. Zainteresował mnie był taki prosty, napisany od serca. Pełen bólu. Zdziwiło mnie to jak bardzo musiałaś mi wierzyć i ufać skoro opowiedziałaś tak dużo o sobie. Prosiłaś żebym go zachował. Zawsze noszę go przy sobie. - wyjął kartkę papieru z kieszeni i jej podał.
Oczy jej się zaszkliły to był ten list. Sama go napisała. Oddała go mu i spytała:
- Cały czas miałeś go przy sobie? - szepnęła.
- Tak. - odparł.
- Aale jak mnie wtedy poznałeś?
- Dokładniejszego opisu osoby nigdy nie czytałem. Nie zmieniłaś się zbytnio od tamtych czasów.
Łzy spływały jej po policzkach. Nigdy by nie pomyślała, że ktoś może być tak dla niej dobry. Większość ludzi okazywała negatywne uczucia, gdy ją spotykała. Raz przez nich miała depresje. I to ona nauczyła ją jak mieć serce z kamienia i nie reagować na takie uczucia. Ale on.... On to serce rozkruszył.
- Hej, nie płacz mała. - powiedział i uśmiechnął się. - Gdybym wiedział, że się wzruszysz nie mówiłbym ci i tego.
Dalszą drogę spędzili w ciszy. Kiedy dojechali, wyszli z samochodu i długo wpatrywali się sobie w oczy. Julii zrobiło się zimno w końcu była noc. Zdjął płaszcz z siebie i okrył nim Julię. Ona zaczęła szlochać i wtuliła się w Johnnego. 
- Dziękuję ci.
- Za co? - spytał zdziwiony.
- Za to, że okazałeś mi miłość. Za to, że byłeś dla mnie dobry.
- Skarbie obiecuję ci, że będziesz mieć jak w raju, jeśli ze mną zostaniesz. Będę cię kochał całym sercem. Będziesz najbardziej kochanym stworzeniem na świecie.
- Obiecujesz? - spytała cicho jak mała dziewczynka.
- Tak, skarbie obiecuję. 
I pocałował ją...

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozdział III

This is the end......